Fantastyka.eu

Fantastyka to poważna prawa

Recenzje

Hobbit – nierecenzja

Nikt, kto nie czytał Hobbita nie powinien tracić czasu na czytanie tego tekstu, bo nie zrozumie, czego mi w filmie Jacksona brakuje.

Skłamałbym, gdybym napisał, że od lat czekałem na ten film.

Wiedziałem, że kiedyś będzie, ale jego produkcja nie zaprzątała zbyt często moich myśli. Teraz – z perspektywy obejrzanego już filmu – dochodzę do wniosku, że przyczyną tego mogła być nie do końca uświadomiona obawa o to, co kamera i „reżyser z możliwościami” mogą zrobić z tą książeczką dla dzieci.

Niby wszystko, co potrzebne, by stworzyć genialny film było na miejscu: dobry tekst, sławny i – co nawet ważniejsze – doświadczony w Tolkienie reżyser, duże pieniądze i Władca Pierścieni – czyli  wielki film, który od przeszło dekady przygotowywał publiczność na „prequel”.

Coś jednak nie zagrało.

Co? Peter nakręcił Hobbita tak, jak gdyby filmował czwartą część Władcy Pierścieni, a tej Tolkien nie napisał, a w każdym razie nie jest nią Hobbit.

Hobbit jest, bowiem bajką dla dzieci, podczas gdy Władca powieścią dla młodzieży i dorosłych.  Muszę się przyznać, że sam czytałem Hobbita dopiero w wieku 15-u lat i choć wtedy połknąłem go z przyjemnością w jeden wieczór to, kiedy sięgnąłem po niego po paru latach nużyła mnie już ta – momentami infantylna – poetyka.  Książka była i jest nadal wspaniała, tylko czytelnik trochę się postarzał…

Jackson zdobył sławę ekranizując powieść dla dorosłych. Przeprowadził nas przez mroczny labirynt niebezpieczeństw czyhających na bohaterów w momencie, w którym kończy się   świat legend (elfy, enty odchodzą, a czas krasnoludów  i orków przemija) i rodził się świat nam znany, świat ludzi. Cała wyprawa do Góry Przeznaczenia prowadzi konsekwentnie do zniszczenia Jedynego Pierścienia, a tym samym, do zniszczenia zła i… uśpienia magii w Śródziemiu. Ceną niepowodzenia jest cały świat i wszelkie życie.

Młody Bilbo i jego kompania nigdy nie mieli takich wzniosłych, a przy tym przytłaczających zadań. Oni przeżywają przygodę. Trole i gobliny to po prostu złe stwory mieszkające na odludziu. Można z nimi porozmawiać, przechytrzyć – to zło, ale takie trochę śmieszne, takie do pojęcia przez kilkuletnią głowę.

Jackson pokazuje nam dziecięcą opowieść awanturniczą tak, jak dziesięć lat wcześniej mroczną sagę o miłości, poświęceniu, przyjaźni i wierności, które pozwalają uratować świat. I oczekuje przy tym, że film będą oglądali pięcio i czterdziestolatkowie.

Stąd zgrzyty stylistyczne – nie dostajemy ani czystej przygody, ani mrocznej sagi. Dostajemy nierówny melanż obu. Zbyt poważna forma zabija wiele wątków typowo dziecięcych jak np. zagadki i kalambury słowne – dowcipna zaczepka Gandalfa: „co masz na myśli, mówiąc dzień dobry”, w filmie wyszła jak mędrkowanie złośliwego tetryka.

Jak się chce nakręcić film dla dorosłych,  na podstawie książki dla dzieci, to trzeba skrzywdzić książkę. Jak nie chcemy jej krzywdzić, to trzeba nakręcić film dla dzieci. Tylko tyle i aż tyle.

Lubię Władcę Pierścieni, kocham Tolkiena i pewnie Hobbitowi z czasem wybaczę – ma w końcu piękne zdjęcia  i  projekty plastyczne (Galadriela na tarasie,  Miasto  pod Górą), dobrą muzykę i świetną obsadę.

A, czy wy powinniście zobaczyć ten film? Głupie pytanie – pewnie, że tak – byle w dobrym kinie, na naprawdę wieeelkim ekranie :)

Goście

Odwiedza nas 103 gości oraz 0 użytkowników.

Cytat dnia

Jeśli kiedykolwiek zwątpisz - Merriadoku - idź za nosem!

Gandalf